Bloog Wirtualna Polska
Są 1 212 804 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

"Człowiekiem gór nie jest ten, który umie i lubi chodzić po górach, ale ten, który górami potrafi żyć w dolinach, po zejściu z gór." - ks. R. Rogowski

Przez Halę Gąsienicową na Rusinową Polanę i Gęsią Szyję

sobota, 17 października 2015 14:15

Data wejścia 4.09.2015

 

Przebieg Trasy: Kuźnice-Boczań-Hala Gąsienicowa-Rówień Waksmundzka-Gęsia Szyja-Rusinowa Polana-Wierch Poroniec

 

Najwyższy punkt : Gęsia Szyja 1489 m. npn.

 

Tym razem to już naprawdę miała być Świnica. Jako, że każdy z nas ma trochę inny poziom strachu przed ekspozycją i łańcuchami, zdecydowaliśmy, że się rozdzielimy na pewien czas. I tak S., który boi się najmniej miał wejść na Świnkę przez Zawrat, B. jako bojący się umiarkowanie miał w planach zdobycie szczytu od Świnickiej Przełęczy i powrót tą samą drogą, zaś ja, jako największy tchórz i panikarz miałam zamiar wejść tylko na przełęcz i stamtąd udać się grzbietem w kierunku Kasprowego. Generalnie Kasprowy miał być punktem zbiorczym, z którego mieliśmy już wspólnie kontynuować wycieczkę.

 

No, ale że pogoda- cały ten misterny plan poszedł w pi....u;)

 

Od rana nie było najgorzej, co prawda dość pochmurno, ale nie padało, nie było burzy czy innych meteorologicznych katastrof, dlatego w ogóle wyleźliśmy z kwatery, oczywiście z planami ambitnymi.

Z Kuźnic w kierunku Hali Gąsienicowej udaliśmy się szlakiem przez Boczań, który mimo, że przedeptany przez nas wielokrotnie, to chyba nigdy się nie znudzi. Fajnie wyglądało morze chmur poniżej szlaku:

CIMG5010gs.jpgByła dość wczesna pora, po sezonie i przed weekendem, dlatego na szlaku spotkaliśmy zaledwie kilka osób.

CIMG5011gs.jpgWzględnie ładną pogodą nacieszyliśmy się około półtorej godziny. Do Murowańca dotarliśmy w strugach deszczu i mgle. W takiej sytuacji było dość logiczne, że na Świnicę się na razie pchać nie będziemy- posiedzimy sobie w schronisku i poczekamy na rozwój pogodowy. No i przesiedzieliśmy w Murowańcu aż dwie godziny, zajadając się tatrzańską szarlotką( w tym roku poszaleli z cenami i szarlotka w Muro kosztuje aż 9 zł-ale warto, bo porcje są ogromne;). W tym czasie za oknem cały czas panowało mleko.

W końcu jednak trzeba było podjąć jakieś działania, mi najbardziej chciało się schodzić do Zakopanego, chłopakom nie za bardzo, wymyśliliśmy więc, że wyższe partie gór dziś sobie odpuścimy, a połazimy po jakimś niższym terenie, acz też atrakcyjnym.

 

Ruszyliśmy więc tyłki i baaardzo długim, leśnym zielonym szlakiem udaliśmy się w kierunku Gęsiej Szyji. Z odcinka leśnego, którym idzie się w nieskończoność, raz w górę, raz w dół, raz po płaskim(tak w sumie lubię najbardziej, tyle, że niekoniecznie w deszczu) nie mam żadnego zdjęcia, bo tak po prawdzie to i nie ma tam nic ciekawego. Ot chaszcze i śliskie kamienie. Przewodnik Nyki wspominał coś o dwóch emocjonujących momentach w czasie przekraczania dwóch potoków. Potoki niestety wyschły, więc emocji nie było.

 

Pierwszym bardziej widokowym miejscem jest Rówień Waksmundzka:

CIMG5015gs.jpgW tym miejscu przestało padać, więc kilkunastominutowe wejście na Gęsią Szyję okazało się prawdziwą przyjemnością. Długa i nudnawa wędrówka lasem zostałą wynagrodzona widokiem ze szczytu:

CIMG5017gs.jpgSpędziliśmy tu dłuższą chwilę, bo jest i co podziwiać i nawet jakby trochę cieplej się zrobiło. Potem nastąpił chyba najbardziej męczący fragment wycieczki- zejście na Rusinową Polanę po ciągnących się w nieskończoność drewnianych, śliskich po deszczu schodkach. Jedyny pocieszający fakt był taki, że ci co szli pod górkę mieli gorzej:P

A Rusiniowa Polana to takie miejsce, które chyba nawet nie wymaga komentarza;)

CIMG5020gs.jpgPowyżej Tatry Bielskie

CIMG5022gs.jpgZ Rusinowej zeszliśmy zielonym szlakiem w kierunku Wierch Porońca, dla mnie bardzo fajna opcja na zejście, bo prawie tam płasko:). Stamtąd bardzo łatwo złapać busa do Zakopanego.

Cóż, ze Świnicą tym razem się nie udało( najwyższe szczyty tonęły w chmurach, więc myślę, że i tak nie było by warto się tam pchać, mimo względnej poprawy pogody), ale dzień spędziliśmy bardzo miło podziwiając klasyczne wręcz, tatrzańskie widoczki.

 

Wycieczka, choć dość długa to nie jest zbyt męcząca, warto się tam wybrać w luźniejszy dzień, to też dobra opcja na wycieczkę z dziećmi, lub dla osób ze słabszą kondycją.

 

Nie polecam jedynie przy bardzo brzydkiej pogodzie- szlak jest oszałamiająco widokowy i we mgle czy deszczu straciłby 90% swojego uroku.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Próg Dolinki za Mnichem czyli ucieczka spod Wrót Chałbińskiego

sobota, 10 października 2015 16:40

Data Wejścia : 02.09.2015

 

Przebieg Trasy: Palenica Białczańska-Wodogrzmoty Mickiewicza- Morskie Oko-Ceprostrada-Próg Dolinki za Mnichem-Morskie Oko-Schronisko w Starej Roztoce-Palenica

 

Najwyższy Punkt: Próg Dolinki za Mnichem 1785 m. npm.

 

Generalnie to mieliśmy się szwędać w masywie Świnicy. Każdy z naszej trójki miał nieco inne plany co do trasy, ale mieliśmy ją zacząć i skończyć w tym samym punkcie, a tylko na jakiś czas się rozdzielić. No ale, że pogodę zapowiadali niepewną i to z burzami po południu- postanowiliśmy Świnicę na razie odpuścić, a wybrać coś bezpieczniejszego.

 

Szlak na Wrota Chałbińskiego był ostatnim z tych łatwiejszych w okolicy Morskiego, jeszcze przez nas nieodwiedzonym- Szpiglasową Przełęcz i Świstówkę mieliśmy już zaliczone, a na Rysy od polskiej strony i na Przełęcz pod Chłopkiem ja się puki co nie wybieram(nie z moją skłonnością to wpadania w panikę w trudniejsdzych miejscach). Także zdecydowaliśmy, mimo plotek, że widokowo przełęcz jest bez szału, że idziemy na Wrota.

 

W Palenicy, bus wysypuje nas około 7.30, stąd rozpoczynamy żmudny i nudny spacer asfaltem. Nie wiem jak to jest, że się zawsze tam strasznie męczę- przecież nawet nie jest stromo. Pogoda od samego rana jest dziwna- duszno, coś się kisi w powietrzu, widoki tylko momentami wyłaniają się zza chmur.

 

Na Włosienicy obowiązkowa foto-sesja;)

CIMG4994m.jpgKiedy dochodzimy do schroniska jest prawie całkowite mleko, robimy sobie więc odpoczynek i czekamy na rozwój sytuacji.

Coś tam się przejaśnia:

CIMG4998m.jpgCoś tam widać, decydujemy się więc z S., że idziemy, B. zostaje w schronisku- narzeka na zmęczenie po 2 dniach łażenia i ból kolan.

My natomiast idziemy żółtym szlakiem, prowadzącym na Szpiglasową Przełęcz(tzw. ceprostrada).

CIMG4999m.jpgDroga nie jest jakoś szczególnie męcząca, ale cały czas systematycznie wznosi się do góry. Morskie Oko coraz dalej:

CIMG5000m.jpgPogoda cały czas niepewna, raz chmury, raz słońce, przewaga jednak chmur. Po godzinie z hakiem od schroniska meldujemy się przy rozstaju szlaków. Można iść dalej żółtym- do Doliny 5 Stawów Polskich przez Przełęcz Szpiglasową, nasz szlak zaś prowadzi znakami czerwonymi.

 

Akurat kiedy doszliśmy do Dolinki za Mnichem pogoda skisiła się totalnie- nie było widać kompletnie nic, a nawet zaczynało kropić. Uznaliśmy,że skoro pogoda się psuje to raczej sobie te Wrota odpuścimy-chodzenie w deszczu jest średnio przyjemne.

Ostatnie foty zrobione przy dobrej pogodzie:

CIMG5002m.jpgCIMG5003m.jpg

Cóż decyzje o wycofie nigdy nie przychodzą łatwo, ale trzeba było pogodzić się z losem- zleźliśmy z powrotem do Schroniska w Moku. Zdecydowalismy, że tym razem nie będziemyjeść tu szarlotki. Ponieważ mieliśmy zapas czasu uznaliśmy, że zajrzymy do Schroniska w Starej Roztoce- zawsze było nam tam nie po drodze, a schronisko w tym roku zdobyło pierwsze miejsce w rankingu schronisk wg. miesięcznika NPM, więc byłam go bardzoi ciekawa.

Droga asfaltowa upłynęła jak zwykle w cierpieniu, chyba buty trekkingowe nie nadają się na asfalt, stąd zawsze odczuwam ból na tym znienawidzonym przeze mnie szlaku.

 

Dojście do schroniska jest bardzo proste-przy Wodogrzmotach za kibelkami skręcamy w prawo(idąc z góry) na zielony szlak, skąd schodzimy 10 minut leśną drogą i jesteśmy na miejscu. O dziwo w lesie już nózki nie bolą.

 

Schronisko zaiste jest klasy lux, ale szarlotka już taka sobie( w tym roku pod względem smaku wygrała szarlotka z Doliny Kościeliskiej, wielkości- z Murowańca, o dziwo najgorsza była w 5 Stawach). Posiedzieliśmy z pół godzinki, po czym powlekliśmy się na busa do Palenicy. Spacer odbyliśmy w mżawce i mgle, po Krupówkach spacerowaliśmy już w strugach deszczu.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Sarnia Skała

wtorek, 06 października 2015 19:57

Data Wejścia: 01.09.2015

 

Przebieg trasy: Zakopane-Dolina Białego-Czerwona Przełęcz-Sarnia Skała-Czerwona Przełęcz-Polana Strążyska-Dolina Strążyska-Zakopane

 

Najwyższy punkt: Sarnia Skała 1377 m. npm.

 

Po dość długiej i męczącej wycieczce w Tatry Zachodnie, przyszedł czas nas jakąś mniej wyczerpującą wycieczkę. Wybraliśmy miejsce znane, popularne, dość łatwe do zdobycia, a zarazem niesamowicie widokowe.

 

Na Sarnią Skałę po raz pierwszy wybraliśmy się rok temu, ale wtedy z powodu beznadziejnej(ulewa) pogody nie zdobyliśmy szczyciku, za to z podkulonymi ogonami i przemoczonymi ciuchami poczłapaliśmy z Czerwonej Przełęczy do Zakopanego.

 

Tym razem pogoda była wymarzona- musiało się udać. Ponieważ szlak jest krótki, wycieczkę rozpoczęliśmy dopiero w godzinach popołudniowych, startując u wylotu Doliny Białego.

CIMG4986ss.jpgZ początku, jak to w dolince idzie się szeroką, spacerową drogą, cały czas wzdłuż szumiącego potoku, który nieco łagodzi skutki upalnego dnia.

Z czasem jednak robi się coraz stromiej:CIMG4988ss.jpgPodejście na Czerwoną Przełęcz może delikatnie zmęczyć dlatego robimy sobie małą posiadówkę. Od zeszłego roku sporo się tu zmieniło-ustawiono drewniane ławki:). W ogóle w wielu miejscach w tym roku, zauważyliśmy, że TPN inwestuje w infrastrukturę- w wielu miejscach pojawiły się ławki, kilka szlaków wyremontowano, nad remontem kolejnych trwają prace.

 

Z przełęczy na szczyt jest dosłownie rzut beretem- 5 minut leśnej drogi, 2 minuty drapania się po bardzo wygodnie urzeźbionych skałkach i jesteśmy na miejscu.

 

Warto trochę tu posiedzieć- szczyt, mimo niepozornej wysokości zapewnia cudne widoki. Np. takie:

CIMG4989ss.jpgOd lewej m. in. Tatry Bielskie, Masyw Wołoszyna, Żółta Turnia, Granaty. Na trochę bliższym planie mozna dostrzec szlak na Halę Gąsienicową.

 

Tym  czego Sarnia Skała słynie najbardziej jest widok na Giewont:

CIMG4993ss.jpg

Niestety nie było widać, czy są kolejki do łańcucha :P.

 

Posiedzieliśmy na szczycie trochę, pofociliśmy, pozaglądaliśmy w różne kąty, aż przyszedł czas na zejście. Na Czerwoną Przełęcz, trzeba wrócić tą samą drogą, następnie, zamiast powtarzać Dolinę Białego, można zejść Ścieżką nad Reglami w kierunku Doliny Strążyskiej. Taki i my zrobiliśmy. Zejście jest strome, ale dość przyjemne- po dużych kamieniach, idzie się jak po schodach. Droga może być męcząca w kierunku przeciwnym- po drodze nie ma bowiem ani jednego wypłaszczenia(ale idzie się tam tylko 40 min.)

Mieliśmy w planach zahaczyć jeszcze o wodospad Siklawica, ale nasłuchaliśmy się komentarzy innych turystów, że wygląda jakby ktoś wodę z konewki wylewał, więc daliśmy sobie spokój;).

 

Na koniec zrobiliśmy sobie jeszcze piknik na Polanie Strążyskiej, po czym zeszliśmy do Zakopanego- zejście Doliną Strążyską jest już prawdziwą przyjemnością- po szerokiej i łągodnej drodze.

 

Tak sobie teraz myślę- bo po całym tegorocznym tatrzańskim pobycie mieliśmy taki trochę atak depresji- dlatego, ze się nie udało zdobyć wielu miejsc , w tym wielu planowanych od lat. No ale jeśli nawet na taką popierdółkę jak Sarnia Skała udało się wejść za drugim podejściem, to widocznie taki nasz los:P


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Granią Tatr Zachodnich- od Trzydniowiańskiego po Starorobociański Wierch

sobota, 26 września 2015 13:44

Data Wejścia: 31.08.2015

 

Przebieg trasy: Dolina Chochołowska-Krowi Żleb-Kulawiec-Trzydniowiański Wierch-Kończysty Wierch-Starorobociański Wierch-Gaborowa Przełęcz-Siwy Zwornik-Siwa Przełęcz-Dolina Starorobociańska-Dolina Chochołowska

 

Najwyższy punkt: Starorobociański Wierch 2176 m. npm.

 

Nadszedł czas ujawnić tegoroczne tatrzańskie zdobycze. Niewiele tego było i raczej mało spektakularne, ponieważ udało nam się załapać na tradycyjny wrześniowy- pierwszy atak tatrzańskiej zimy.

Wyjątek stanowił jedynie pierwszy dzień, kiedy to udało się przejść całkiem konkretny kawałek grzbietu moich ulubionych Tatr Zachodnich.

 

W góry mamy całkiem sporo kilometrów, więc nie robimy żadnych wycieczek aklimatyzacyjnych, po za tym pogoda trafiła się idealna, szkoda nam było marnować czasu na spacery po dolinkch(po których zresztą nachodzimy się jeszcze-trochę z przymusu).

 

Tym razem wycieczkę odbyliśmy w powiększonym składzie-dołączył do nas ojciec mojego S., zwany dalej B.

Ostatniego dnia tegorocznych wakacji nasza trójca stawiła się o godzinie 8 rano przy wylocie Doliny Chochołowskiej. Choć jesteśmy zwolennikami wczesnego wychodzenia w góry, to akurat tutaj nie ma to więksdzego sensu: kolejka traktorowa i rowery którymi można sobie skrócić nudną jak flaki z olejem dolinę są dostępne stosunkowo późno.

 

Pierwszą część szlaku pokonaliśmy więc traktorem. Potem trochę marszu doliną i wbijamy się na czerwony szlak prowadzący upierdliwym, stromym i niewygodnym Krowim Żlebem.CIMG4941.JPGNiewinne początki

CIMG4948.JPGPotem szlak staje się coraz bardziej stromy i niewygodny, a kamienne stopnie coraz wyższe. Ogólnie nie jest tak źle, jak straszyli, ale schodzić bym tą drogą raczej nie chciała.

W końcu zlani potem wdrapujemy się na poziom kosówek, skąd widać nasz ostateczny cel:

CIMG4955.JPGZe szlaku spoglądamy na Rakoń i Wołowiec- tam byliśmy 3 lata temu.

CIMG4960.JPGNa Trzydniowiańskim robimy odpoczynek, niezbyt długi jednak, bo kawał drogi przed nami

CIMG4964.JPGNajbardziej męczącym elementem wycieczki było wejscie na Kończysty Wierch- stromo, krucho w dodatku w ponad 30-stopniowym upale. B. załapał lekki kryzys i obawiałam się, że nas pozabija, za to, że go na tak męczą wycieczkę zabraliśmy w pierwszy dzień, ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze.

CIMG4970.JPGRohacze z tego miejsca prezentują się wyjątkowo niewinnie ;)

A to już ostatni odcinek podejściowy, z tej perspektywy sprawiający wrażenie wyciskacza 7- potów :)

CIMG4971.JPGPrawda, że przy bliższum poznaniu jest sympatyczniejszy?

CIMG4975.JPGNo i wreszcie wdrapaliśmy się na skalisty szczyt:

CIMG4976sr.jpgNa szczycie dla mnie skończyła się fajna część wycieczki- teraz będziemy już tylko schodzić, czego nie lubię w ogóle, a tutaj zejście jest niedość, że dość mocno strome, to jeszcze przysypane toną kamyczków odjeżdżających spod nóg. Dodatkowo niemiłosiernie wiało, wiec początkowa część zejścia okazała się dla mnie przeżyciem traumatycznym. Teraz role moje i B. się odwróciły. On radośnie pomknął w dół jak kozica, ja wlokłąm się niemiłosiernie, marząc o zjeździe jakąś kolejką.

Początek zejścia , choć upierdliwy, to jednak piękny widokowo:

CIMG4978srz.jpgMoje psychiczne(lęki przestrzenne) i fizyczne(ból tyłka po upadku)  katusze trwały godzinę dłużej niż przewiduje czas mapowy, ale cóż już taką mam kocią naturę- wlezę wszędzie, ale żeby zleźć to już chętnie widziałabym straż pożarną do pomocy:P. Na tym szlaku szczęśliwie stromy odcinek kończy się dość szybko- mniej więcej od połowy czarnego sdzlaku idziemy płąskawą Doliną Starorobociańską. Zwykle przypomina ona ogromny potok błota, w tym roku, po bardzo suchym lecie błotnych miejsc były może ze 2 małe kałuże.

Trasa bardzo nam się ogólnie spodobała, widokowo super a i kalorii nieco stracić można. Szkoda tylko, że było to w tym sezonie pierwsze a zarazem ostatnie wyjście w wyższe partie Tatr.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Mała i Wielka Paklenica

sobota, 25 lipca 2015 19:59

Na naszą drugą górską, chorwacką wycieczkę wybraliśmy cel znany i popularny- wąwozy Mala i Velika Paklenica położone w masywie górskim Velebit.

Wielką Paklenicą poprowadzony jest szlak chyba najpopularniejszy w całym parku- nie za długi, wyłożony równymi schodkami, przechadzają się nim tysiące turystów, także klapkowych. To coś na kształt naszej szosy na Morskie Oko.

 

Mała Paklenica jest o dwa kilometry krótsza i szlak nią poprowadzony jest diametralnie inny- dziki, pusty i o wiele trudniejszy.

 

My postanowiliśmy zrobić pętelkę przez oba wąwozy.

Aby dostać się do Parku Narodowego, należy dojechać do miejscowości Starigrad. Tu przy wejściu do parku zostawiamy samochód na bezpłatnym parkingu i kupujemy bilety. Kosztują 50 kun od osoby, czyli jakieś 25 złotych. Z budki z biletami udajemy się na edukacyjną ścieżkę, która doprowadza do wejścia na Małą Paklenicę. Ścieżka jest oznakowana bladożółtymi wstążkami powiewającymi na drzewach i krzaczkach i wygląda tak:

CIMG4713f.jpgWąwóz przed nami:

CIMG4724f.jpg

Ścieżka prowadzi dnem potoku, ale nawet w maju był on całkowicie wyschnięty- pamiętajcie więc zabrać odpowiednią ilość wody.

Droga jest niewygodna i upierdliwa, prowadzi głównie po mniejszych lub większych kamyczkach, Oznakowanie jest dość dobre, ale standardowo bałkańskie- małe czerwone kółeczko na kamulcach.

CIMG4736f.jpgAle można się przyjemnie schłodzić w cieniu wąwozowych ścian:

CIMG4739f.jpgDość szybko dochodzimy do miejsca, o którym byłam przekonana, że jest najtrudniejsze. W rzeczywistości nie było specjalnie trudne, a okazało się jedynym miejscem na trasie, posiadającym sztuczne ułatwienia.

CIMG4742f.jpgW centralnej części powyższej fotki widać wąską, skalną półeczkę-trzeba się na nią wdrapać za pomocą stalowej linki(na zdjęciu jej nie widać, ale nie mam innego). Jest trochę wąsko, ale do przejścia.

Od tego miejsca szlak staje się coraz bardziej stromy, upierdliwy, a głazy coraz większe. Niektóre takie 2-metrowe, bez wyraźnych chwytów i stopni, przejście niektórych dostarczyło mi nieco problemów, no ale z pomocą mojego niezawodego towarzysza;) udało się pokonać wszystkie przeszkody. Kryzys złapałam przy ostatnim kamieniu, który był największy i natrudniejszy-ale po chwili namysłu okazało się, że da się to miejsce obejść bokiem:)).

Droga może nie jest jakoś specjalnie trudna technicznie- w kilku miejscach trzeba konkretnie użyć rąk i tyle. Ale niedzielny spacerek po parku to to też nie jest.

Po około 4- godzinach męczącego marszu dnem kanionu pojawiła się woda:

CIMG4755f.jpgPojawia się też kolejna trudność techniczna- trzeba przedostać się na drugą stronę potoku:CIMG4757f.jpgPrzejście, jak widać ułatwia linowy mostek. Tzn. może kiedyś ułatwiał, bo teraz popsuty :(. No ale potok płytki, więc, aż tak wielkich problemów nie sprawił.

Kilka widoków ze szlaku:

CIMG4765f.jpgCIMG4767f.jpgCIMG4760f.jpgZ poziomu morza wdrapalismy się na jakieś 700 metrów, teraz trzeba było zejść. I tutaj dopadł mnie kryzys numer dwa- początek zejśca jest miły, po zielonej łączce i prawie po płaskim. Niestety łączka szybko się kończy, a zaczyna się długi odcinek stromych piargów. Małe kamyczki osypujące się spod nóg, to chyba jest to czego w górach najbardziej nie lubię.

 

Po trudach zejścia dochodzimy wreszcie do drugiego Wąwozu- Wielkiej Paklenicy:

CIMG4772f.jpg

Stąd już tylko łatwy chodniczek wśród skał, potem 2 kilometry asfaltem i jesteśmy z powrotem przy samochodzie.

Trasa zajęła nam 9,5 godziny- w porównaniu z przewodnikowym 7-8 godzin jest niezłym wynikiem, zważając na fakt, że przy niektórych kamyczkach straciłam sporo czasu zastanawiając się nad sposobem ich przejścia.

 

Wycieczka bardzo nas umęczyła, głownie ze względu na upalną pogodę i momentami monotonną drogę, oraz zbyt małą ilość wody jaką zabraliśmy ale miała i niewątpliwe zalety. Po pierwsze na całym szlaku spotkaliśmy 5 (słownie:pięć )osób-mogliśmy delektować się dziką przyrodą prawie w samotności:). Po drugie łażąc po tych wielkich kamulcach pokonałam jakąś tam część swoich lęków, więc może wkrótce odważę się porwać na jakieś bardziej ambitne trasy:)).


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Sveti Vid-najwyższy szczyt wyspy Pag

niedziela, 28 czerwca 2015 19:09

Data Wejścia: 13.05.2015

 

Przebieg trasy: Kolan-Sveti Vid-Kolan

 

Najwyższy punkt: Sveti Vid 349 m. npm.

 

Tegoroczny wiosenny urlop spędziliśmy na urokliwej wyspie Pag, na chorwackim wybrzeżu Adriatyku. Czas spędzaliśmy głównie w miasteczkach i na plażach, ale znaleźliśmy dwa dni, które w całości zostały poświęcone górom.

 

Na wyspie szlaków górskich nie ma zbyt wiele, a właściwie są 3- wszystkie prowadzą na najwyższy szczyt wyspy- Sveti Vid. Do wyboru mamy zatem drogę trudną, łatwą oraz bardzo łatwą. My wybraliśmy tę łatwą, acz nie najłatwiejszą:D

Szlak startuje z centrum Kolan, niewielkiej miejscowości położonej mniej więcej po środku wyspy.

Początkowy fragment szalku jest niezbyt przyjemny-trzeba go pokonać idąc główną, całkiem ruchliwą drogą:

CIMG4879.JPG Oznakowanie, jak to na Bałkanach- szlaki nie są podzielone na kolory, a wszystkie oznaczone biało-czerwonym kółeczkiem.

CIMG4880.JPGPodczas wycieczki zaznajamiamy się z miejscową zwierzyną:

CIMG4884.JPGNasza ścieżka łagodnie pnie się w górę, ale nie jest zbyt wygodna- wąziutka i z małych krzywych kamieniCIMG4888.JPGPo krótkim spacerku docieramy do szlakowskazu:

CIMG4892.JPGWkrótce odsłaniają się widoki na morze:

CIMG4895.JPGA i nasz niepozorny szczycik wraz z ruinamy kościoła mamy na wyciągnięcie ręki:

CIMG4898.JPGNa szczycie jesteśmy po niespełna 1,5 godziny marszu, to chyba najłatwiejsza góra jaką do tej pory udało nam się zdobyć.

CIMG4904.JPGNa szczycie spędzamy sporo czasu- nigdzie nam się nie spieszy, pogoda dopisuje widoki wspaniałe- można sobie pozwolić na górski relaks.

Widok ze szczytu na wschodnią część wyspy Pag, Paski Zaljev i góry Velebit:

CIMG4908.JPGWarto było się tu wdrapać:) Siedzimy i podziwiamy, znajdujemy pamiątkowy zeszyt, do którego się wpisujemy, ale w końcu trzeba schodzić na dół. Zeszliśmy opcją bezszlakową, ponieważ na głównym szalku było zbyt wiele owczych odchodów-ciężko było przejść suchą nogą:D

Od rozstaju szlaków idziemy do Kolan drogą, którą przyszliśmy.

Pagórkowata wycieczka bardzo nam się podobała, polecam każdemu kto przypadkiem zaplącze się w tamtejsze okolice.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Schronisko nad Łomniczką

sobota, 18 kwietnia 2015 13:07

Data wejścia 08.03.2015

Przebieg trasy: Karpacz-Wilcza Poręba-Dolina Łomnicy-Schronisko nad Łomniczką-Główny Szlak Sudecki-Karpacz 

 

Najwyższy punkt: PTTK "Nad Łomniczką" 1002 m. npm.

 

Nasza zimowa wycieczka nr. 2, ze względów logistycznych(powrót do domu) musiała być tradycyjnie jak najkrótsza. Cel wybraliśmy zatem dość łatwy i przyjemny- Schronisko "Nad Łomniczką", obiekt większości turystów znany z wycieczek czerwonym szlakiem na Śnieżkę.

"Schronisko", to może w tym przypadku określenie na wyrost, ponieważ obiekt nie prowadzi noclegów. Możliwości dojścia do Schroniska z Karpacza jest kilka. My wybraliśmy szlak żółty z Wilczej Poręby.

Na początku jak zwykle trochę błądziliśmy, szlak jest raczej mało uczęszczany i słabo oznakowany, jak zapamiętałam z wczesnojesiennej wycieczki na Sowią Przełęcz.

Początek drogi dość upierdliwy- wiosenne śniegi zaczynały się topić, a potem przymarzać, tak więc w miejscach zacienionych tworzyły nieprzyjemną, lodową skorupę- jakieś raczki turystyczne mogłyby się na tym odcinku przydać.

CIMG4506.JPGTrochę wyżej sytuacja się poprawia, po miękkim sniegu, w promieniach słońca idzie się bardzo przyjemnie. Dodatkowo drogę umila szum potoku.CIMG4512.JPGDroga pnie się do góry raczej zdecydowanie, co czyni ją dość męczącą. Dodatkowo jest słabo przedeptana, więc deptanie po kopnym śniegu męczy jeszcze bardziej. Szlak po za tym jest raczej mało widokowy, ale nie sposób odmówić mu pewnych zalet-na całej trasie spotkaliśmy może z 2 osoby, więc mogliśmy się nacieszyć samotnym kontemplowaniem przyrody:)

Droga nie jest długa, w końcu dochodzimy do celu-Schroniska, w którym witają nas jego futrzaci mieszkańcy:

CIMG4517.JPG CIMG4519.JPGKocury są oswojone i wiedzą, że turysta=żarcie, ciężko się było od nich odpędzić;)

Po przywitaniu z kotami poszliśmy do schronu napić się herbaty i coś zjeść. Co zadziwiające, mimo niedzieli i ładnej pogody, w środku nie było prawie nikogo.CIMG4514.JPGJeśli chodzi o kontynuowanie wycieczki, to możliwości mieliśmy ograniczone- w zimie szlak powyżej schronu jest zamknięty, ze względu na duże zagrożenie lawinowe. Nie pozostało nic innego, niż zejść z powrotem do Karpacza. Tym razem wybraliśmy szlak czerwony- fragment Głównego Szlaku Sudeckiego. Jest to szeroki, wygodny chodnik, łagodnie sprowadzający w dół. W Karpaczu jesteśmy po godzinie lekkeiego marszu.CIMG4520.JPGTymczasem w Karpaczu topniały ostatnie śniegi:CIMG4457.JPGBłyskawiczna wycieczka do schroniska, była w zasadzie bardziej niedzielnym spacerem niż górską wyprawą, ale z pwnością rozbudziła nasze apetyty na więcej. W przyszłym sezonie będziemy kontynuować zimowe łazikowanie:)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Strzecha i Samotnia w bieli, czyli zimowy debiut w Karkonoszach

poniedziałek, 16 marca 2015 17:02

Data wejścia : 7.03.2015

 

Przebieg trasy: Karpacz-Strzecha Akademicka-Pttk Samotnia-Pielgrzymy-Kościół Wang-Karpacz Górny

 

Najwyższy punkt: Strzecha Akademicka 1258 m. npm.

 

Zimowy wyjazd w góry chodził nam po głowach od dość dawna, ale jak to zwykle bywa, wiecznie jakieś przeciwności losu przeszkadzały w realizacji zimowego planu. W końcu jednak się udało i w pierwszy marcowy weekend nasze stopy dotknęły karkonoskiej ziemii.

 

Ponieważ był to nasz pierwszy zimowy raz w górach, planów nie robiliśmy zbyt ambitnych, raczej chcieliśmy sprawdzić czy w ogóle nam się takie zimowe łażenie spodoba. Cel zatem wybraliśmy łatwy, a zarazem wdzięczny- moje ulubione schronisko czyli Samotnię.

 

Z centrum Karpacza wyruszyliśmy szlakiem żółtym, prowadzącym do schroniska Strzecha Akademicka. Szlak w dolnej części jest niezbyt widokowy(bo mocno zalesiony), za to szeroki i wygodny.

CIMG4468.JPG

Po miękkim śniegu idzie się bardzo fajnie, ludzi jak na lekarstwo(bo to raczej niezbyt popularna trasa), pogoda cudowna- czy potrzeba czegoś więcej do szczęścia? Mnie tak- grzańca w schronisku, ale na to trzeba będzie zasłużyć.

Po niezbyt długim, acz trochę męczącym spacerze leśnym(ściecha wygodna, ale jednak dość stroma) dochodzimy do miejsca, w którym odsłaniają się widoki:CIMG4474.JPGCIMG4476.JPGNiespodziewanie naszym oczom ukazało się schronisko:

CIMG4475.JPGW warunkach letnich Strzecha kojarzy mi się ze stodołą, natomiast teraz w białym śniegowo-lodowym otoczeniu prezentuje się całkiem ciekawie.

Nie robimy tutaj odpoczynku, gdyż naszym celem jest Samotnia, która niestety jest położona niżej- trzeba zaliczyć pierwsze zimowe zejście.

Wygląda ono tak:CIMG4482.JPGNajlepiej szło się z brzegu- po miękkim, słabo udeptanym śniegu, środek, przygnieciony ludzkimi stopami był trochę "zlodowaciały" i przejście nim aż tak przyjemne nie było. Najgorszy zaś okazał się odcinek tuż przed samotnią-albo lód, albo śnieg, w którym można się było głęboko zapaść.

Męczarnia jednak nie trwa długo, kilka minut i jesteśmy w schronie:CIMG4485.JPGTutaj wreszcie robimy sobie przerwę- wypijamy najdroższego grzańca w życiu, ale jest tego wart.

Tak jak Strzecha zimą bardziej nam się podoba niż latem, tak Samotnię wolimy jednak w warunkach bezśnieżnych-chyba dlatego, że pod białym nie widać stawu;).

Ze względu na zagrożenie lawinowe, w miesiącach zimowych, część niebieskiego szlaku do Karpacza Górnego jest zamknięta. Idziemy zatem zimowym obejściem. Droga jest znów szeroka i wygodna, z nieudeptanym sniegiem przy przegach. Pokonujemy ją więc szybko, by zrobić postój na polance:CIMG4494.JPGMieliśmy jakiś tam zapas czasowy, na dół było blisko, Karpacz jako miasto szczególnie porywający nie jest- S. wymyślił więc, że przedłużymy trochę wycieczkę, ja się zgdziłam niechętnie, bo wolałabym leniwie posiedzieć na słoneczku, ale słowo się rzekło i poleźliśmy jeszcze na Pielgrzymy.

Z drogi mieliśmy widok na Śnieżkę:CIMG4500.JPGPo kilkudziesięciu minutach dochodzimy do Pielgrzymów, ja zła, zmęczona i przeklinająca;)

CIMG4502.JPGO dziwo zejście na dół poszło lepiej niż wejście, więc humor mi się nieco poprawił.

Nie licząc małego zgrzytu na koniec, wycieczka bardzo nam się podobała- zimowy bakcyl został złapany i rzecz jasna planujemy już coś na kolejną zimę.

Jeśli chodzi o stronę praktyczną, to jakieś tam zimowe sprzęty typu raki czy rakiety, raczej konieczne, nie są, w dolnych partiach po których się głównie poruszaliśmy wystarczą w miarę przyczepne buty plus ewentualnie stuptuty, co by się w śniegu nie zakpać:))


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Stóg Izerski

niedziela, 01 marca 2015 16:17

Data Wejścia :12.10.2014

 

Przebieg trasy: Świeradów Zdrój-Stóg Izerski-Świeradów Zdrój

 

Najwyższy punkt: Stóg Izerski: 1105 m. npm.

 

Po długiej i nieco męczącej wycieczce na Śnieżne Kotły, spaliśmy dość długo, toteż niedzielne plany(jak zwykle za bardzo ambitne), nie zostały do końca zrealizowane-wycieczę skróciliśmy do minimum.

 

Rano przetransportowaliśmy się ze Szklarskiej Poręby na zachód, czyli do Świeradowa, skąd wyruszyliśmy na Stóg Izerski. Szlak rozpoczyna się w centrum miejscowości i jest zarazem startowym punktem Głównego szlaku Sudeckiego. Sam Świeradów, to mała uzdrowiskowa miejscowość-całkiem miłą i przyjemna.

CIMG4431.JPGNasza ścieżka oznakowana kolorem czerwonym, od początku pnie się ostro pod górę-droga w dolnej części jest wyasfaltowana

CIMG4436.JPGAsfaltowe szlaki mają to do siebie, że nudzą i męczą, ale i nasza męka się kiedyś skończyła- skręciliśmy do lasu. Na początku nieco zmyliło nas oznakowanie szlaku, skręciliśmy w las tuż obok kamienia z wymalowanym czerwonym szlaczkiem, pakując się w niesamowite chaszcze-coś nas jednak tchnęło by zawrócić. Właściwe wejście na leśną część drogi znajduje się kilka metrów za kamieniem. Od tego miejsca idzie się o wiele przyjemniej:

CIMG4442.JPGWysokość zdobywa się szybciutko, kilka chwil i już widać górną stację kolejki gondolowej

W schronisku rozłożyliśmy się na ławce, celem dłuższego odpoczynku. Pogoda była znacznie lepsza, niż dnia poprzedniego, więc trochę czasu na podziwianie widoków nam zeszło.

CIMG4443.JPG

CIMG4444.JPGW planach było przejście ze Schroniska PTTK "Na Stogu Izerskim" do "Chatki górzystów" na Hali Izerskiej, jednak po przeanalizowaniu czasu, uznaliśmy, że aby zdążyć musielibyśmy prawie biec.

Ja góry traktuję w kategoriach odpoczynku od dnia codziennego, więc bardzo nie lubię się w nich spieszyć-stąd zapadła decyzja o skróceniu wycieczki. Ze schroniska podeszliśmy jeszcze na szczyt Stogu Izerskiego(schronisko nie znajduje się na samym szczycie, lecz troszkę niżej), skąd żółto-zielonym szlakiem zeszliśmy na Przełęcz Łącznik.

CIMG4448.JPGZ przełęczy zeszliśmy szlakiem rowerowym do Świeradowa. Droga jest tu dość mocno nachylona, co sprawia, że szybko jesteśmy na dole, za to z ogromnym bólem kolan;). Po za tym trzeba uważać na rozpędzonych rowerzystów, których w tym rejonie nie mało- na szczęście wszyscy są mili i ostrzegają w porę.:)

CIMG4449.JPGWycieczka zajęła nam ledwie kilka godzin, niestety na więcej nie było czasu. Ale nie ma tego złego, na pewno tu jeszcze kiedyś wrócimy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Jesienne Śnieżne Kotły

wtorek, 10 lutego 2015 20:54

Data wejścia 11.10 .2014

 

Przebieg trasy: Szklarska Poręba-Wodospad Kamieńczyka-Hala Szrenicka-Śnieżne Kotły-Wielki Szyszak-Śnieżne Stawki-Pttk Pod Łabskim Szczytem-Rozdroże pod Kamieńczykiem-Szklarska Poręba

 

Najwyższy punkt: Wielki Szyszak 1509m npm.

 

Na zakończenie sezonu górskiego 2014 wyskoczyliśmy na szybki weekend w zachodnią część Sudetów. Pogoda trafiła się idealna, więc ze znalezieniem noclegu na ostatnią chwilę mieliśmy mały problem, ostatecznie coś tam się udało wynaleźć, i to w całkiem niezłej lokalizacji.

 

Pobudka w sobotę nastąpiła o barbarzyńskiej godzinie w stylu 4 nad ranem, o 6 byliśmy w aucie, o 10 w pensjonacie, a pół godziny później na szlaku.

 

Początek wycieczki przyjemny i w promieniach słoneczka, było cieplej niż w Tatrach w sierpniu :)

CIMG4359.JPGNajpierw musieliśmy szlakiem czarnym dobić do Głównego Szlaku Sudeckiego(czerwony), po czym kroki skierowaliśmy ku schronisku przy Wodospadzie Kamieńczyka. W schronisku zrobilismy bardzo króciutką przerwę, ponieważ był to zaledwie początek trasy, a do przejścia było sporo.  Wodospadu tym razem nie mieliśmy czasu odwiedzić.

Dalsza droga to nuda i umiarkowana męka po wybrukowanej ścieżce, pnącej się dość zdecydowanie pod górę:

CIMG4367.JPG

Po mniej więcej półgodzinnym marszu brukowana ścieżka zmienia się w równy, niezbyt górski chodniczek, równie mozolny:)

CIMG4370.JPGJak widać na załączonym obrazku pogoda pogorszyła się nieco, no, ale taki już urok gór- pogody w 100% nie przewidzi się nigdy. Na Hali Szrenickiej zrobiliśmy dłuższy postój, po czym spacerowym szlakiem zwanym Drogą Przyjaźni Polsko-Czeskiej ruszyliśmy do celu.

Po drodze schronisko na Szrenicy(z braku czasu szczyt pominęliśmy), przypominające bunkier:

CIMG4376.JPG....dochodzimy do Łabskiego Szczytu, który wygląda jak niewielka kopka kamieni:CIMG4385.JPGWreszcie pojawia się cel: stacja RTV nad Kotłami:

CIMG4389.JPGNiestety pogoda zrobiła nam małego psikusa, przez co Śnieżne Kotły wyglądały jak Mordor :D

CIMG4395.JPGMgła przysłoniła nieco widoki, po za tym zaczęło coraz mocniej wiać, to też za długo nad kotłami nie posiedzieliśmy- poszliśmy dalej czerwonym szlakiem, obchodząc bokiem wierzchołek Wielkiego Szyszaka(szczyt ten nie jest dostępny turystycznie), droga w tym miejscu jest ułożona z wielkich kamieni, co przypomina nieco tatrzańskie schodki:

CIMG4401.JPGW miejscu zwanym Przełęcz pod Śmielecem szlak zmieniamy na niebieski(można dojść nim aż do Piechowic), ale my przy rozstaju szlaków zmieniamy kierunek-idziemy w stronę Śnieżnych Stawków, by Kotły podziwiać od dołu.

CIMG4409.JPGSzlak w tych okolicach jest taki jaki najbardziej lubię, czyli trochę z górki, trochę pod górkę i trochę więcej po płaskim:). Nieco inaczej ma się rzecz przy samych stawkach-tam droga jest ułożona z wielkich i krzywych kamieni, po których idzie się niezbyt wygodnie- właściwie było to jedyne miejsce trego dnia, w którym marudziłam, że więcej w góry nie jadę:)

CIMG4417.JPGDalej bez ekscesów i przygód, łasgodną, leśną ścieżką dochodzimy do PTTK "Pod Łabskim Szczytem", niezmiernie mnie ten obiekt uszczęśliwia, bo od jakiegoś czasu bardzo mi się chciało schroniska;)

CIMG4424.JPGPrzy schronie zjedliśmy/wypiliśmy resztki tego co nam zostało i śpiesznym(bo zaczynało robiś się szaro) pomaszerowaliśmy żółtym szlakiem w dół. Przy pierwszym rozdrożu zmnieniliśmy szlak na zielony- jest nieco dłuższy, ale prowadzi bardzo łagodnie i to ubitą drogą, przy zapadających z wolna ciemnościach była to opcja bardziej komfortowa. Ostanie metry pokonywaliśmy już w całkowitych ciemnościach, dobrze, że przynajmniej mieliśmy czołówki. Choć byli i tacy, którzy i bez czołówek dali radę:)

Dzień był bardzo pozytywny, choć nieco nas wymęczył. Po powrocie na kwaterę, prawie od razu padliśmy(no dobra, było jeszcze trochę sił na spożycie śliwkówki). Jutro czeka nas kolejna wycieczka, tym razem skrócona.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

środa, 7 grudnia 2016

Licznik odwiedzin:  35 730  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Mój blog jest zapisem przeżyć i wrażeń jakie towarzyszyły mi podczas górskich(i nie tylko) wycieczek

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 35730

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl